MIEJSCE ZWANE DOMEM / PLACE CALLED HOME (2012)
environment

Linia na podłodze wytycza granice mojego pokoju w domu rodzinnym oraz zarys kilku najważniejszych sprzętów. Kluczowym pojęciem są wota - słomiana mata rozpięta na ścianie wraz z towarzyszącymi jej obiektami wizualizuje przestrzeń wdzięczności. Jako element wystroju peerelowskiego wnętrza jest ona także synonimem ekspresji przynależnej młodości mojego pokolenia, kiedy bardziej świadome "ja" dopiero się zaczyna kształtować (przypinano na niej zdjęcia, plakaty zespołów muzycznych czy inne ważne atrybuty rodzącej się tożsamości). Na macie pojawiają się więc przedmioty o cechach wotywnych. Centralnie usytuowana - "instalacja w instalacji" - ułożony ze starych sztućców do deseru i wbity w matę trójkątny piktogram przypomina symbol opatrzności Bożej - "Oko Jahwe". Całość kojarzy się z ołtarzem (i zarazem przywołuje przestrzeń i funkcję kuchni, a z nią tradycyjną rolę kobiety - karmicielki), na którym w filmie Cechy dziedziczne zostaje złożony pokłon.

Sąsiaduje z nim serce przekłute szpilkami - poduszka do igieł - symbol zintensyfikowanego męczeństwa, cierpienia i ofiary. Może przywodzić na myśl znane z kościelnych przedstawień serce Chrystusa i serce Maryi. Ponadto, serce-poduszka generuje także skojarzenia z patriotyzmem "po polsku", z charakterystyczną otoczką martyrologii i mesjanizmu narodowego. Połączenie religii i patriotyzmu w przypadku tego obiektu uwidacznia się w formie prezentacji - jako ryngrafu (szkaplerza), który uważany jest za nieodłączny element tożsamości narodu polskiego i przynależności religijnej. Jego początki sięgają funkcji obronnej - jako część zbroi, umieszczony na piersi rycerza, służył za tarczę, a w XVII wieku przyjął formę wyłącznie ozdoby patriotyczno-religijnej. W instalacji natomiast "ryngraf" staje się obiektem o charakterze wotywnym, być może o(d)znaką wdzięczności za to, co w przekazie rodzinnym i kulturowym było mi dane, i/lub czego mogłam się w końcu wyrzec. Choć niepozorny w skali i subtelnie ewokujący skojarzenia z miłą kobiecą czynnością domową, może też być odczytany znak "ostrego" protestu przeciw toposowi ofiary i męczennika (szczególnie kobiety - męczennicy).

Częścią maty - przestrzeni wotywnej - jest także królicza łapa. Obecność tego żywego/martwego obiektu kojarzy mi się z dziecięcą fascynacją, a zarazem lękiem, w konfrontacji z procesami obumierania i gnicia. Łapa służyła do zamiatania blatu w pracowni protetycznej mojej mamy. Ze względu na wątek przemiany duchowej człowieka, jej obecność może przywodzić na myśl akcję Jak wyjaśnić obrazy martwemu zającowi Beuysa z 1965 roku, w której artysta przez trzy godziny "objaśniał" swe prace martwemu zwierzęciu, wskazując na rolę wyobraźni, intuicji, natchnienia i pragnień w rozumieniu siebie i świata. W akcji z zającem, która nakłada się na wspomnianą wyżej figurę królika, najmocniej zostaje podkreślona opozycja tego, co intuicyjne i tego, co racjonalne. W obu przypadkach obecność martwych zwierząt ewokuje brak komunikacji i niemożność dotarcia do tajemnicy stworzenia. Ponadto, popkultura w połączeniu z konsumpcyjnymi dążeniami uosabianymi przez Playboya rozpowszechniły i utrwaliły obraz "króliczka" - kostium, który przeistacza kobietę w obiekt do oglądania.

Kolejnym obiektem wywodzącym się z pracowni protetycznej mojej mamy jest sześcian - kinkiet ze sztucznych zębów. Niepokojące jest zderzenie zębów (budzących zdecydowanie wanitatywne skojarzenia) z czysto użytkową formą lampy. Oddzielone od ciała nie kojarzą się jednak z drapieżnością ani żywotnością, choć już obraz wyrwanych zębów owszem - z zemstą lub męczeństwem. Odwołując się jednak do Beuysowskich inklinacji podkreślających wartość poznania pozarozumowego, opartego na intuicji, jestem skłonna przyjąć za istotniejsze w kontekście pracy Miejsce zwane domem konotacje z irracjonalnymi formami komunikacji nieobecnymi w kulturach zachodnich, takimi jak religie animistyczne, wróżby, postać szamana. Biorąc pod uwagę przemianę - kluczową cechę większości omawianych przeze mnie obiektów, pozostaje tak samo ważna kwestia energii, wzbudzania jej, odzyskiwania i ponownego pchnięcia w obieg "drugiego życia" przedmiotów.

Na przykładzie trzech innych obiektów można prześledzić charakterystyczne dla tej grupy procesy rozczłonkowywania oraz scalania. W wyniku moich działań eskalacja czynników destrukcyjnych doprowadziła do rozpadu ich formy wyjściowej i utracenia oryginalnego kontekstu. Nienaturalnej wielkości laska powstała od nowa z kilku zdefragmentowanych lasek znalezionych na strychu, następnie zniszczonych i przekutych w podobną, choć przerośniętą, formę. Obiekt ten ewokuje skojarzenia ze starością, utratą, ograniczeniem, a w domyśle - śmiercią. Jednakże akt przekształcenia dokonuje się zarazem na przedmiotach znanych, kojarzonych ze światem codzienności bliskich mi osób. W ten sposób powstaje obiekt jednocześnie swojski i nieswojski. W ten sposób laska nie musi już korespondować z poczuciem utraty i ograniczenia, staje się narzędziem komunikacji, atrybutem wędrówki, przewodnictwa i mocy.

Podobnie w warstwie formalnej działa praca składająca się z czterech drucianych lokówek, należących niegdyś do babci, celowo przeze mnie zdeformowanych. Tak jak włosy symbolizują siłę i życie, tak ich wymowna nieobecność może oznaczać tylko jedno. Delikatny, graficzny w wyrazie rysunek tego obiektu zderzony jest z intymnością gestu kobiety nakręcającej włosy na wałki.

Tendencja do spajania rozproszonych form manifestuje się w obiekcie złożonym z guzików, tworzących wijące się odnóża. Obiekt ten, podwieszony na lince, zwisający z sufitu mniej więcej na wysokości twarzy widza i mniej więcej w miejscu odpowiadającym lampie na suficie mojego realnego pokoju z przeszłości, może przywoływać skojarzenia z żywą materią organiczną. W nienaturalny sposób łączy w zbiór przytłaczającą masę guzików osieroconych przez właścicieli lub też nigdy jeszcze nie użytych w przeznaczonym im celu celu - tworząc osobliwą kolekcję porzuconych tożsamości.